O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   







  Dzieje Apostolskie. Księga o nadziei Kościoła 8-11 XI 2018 - ...


Dzieje Apostolskie. Księga o nadziei Kościoła
XV DNI DUCHOWOŚCI BIBLIJNEJ
8-11 listopada 2018

 

W dniach 8-11 listopada 2018 r. odbyło się spotkanie „Dzieje Apostolskie. Księga o nadziei Kościoła”. Spotkanie prowadzili: ks. Waldemar Chrostowski [więcej], Danuta Piekarz [więcej] i Innocenzo Gargano OSB Cam [więcej].

Nagranie/tekst homilii „Czy Jezus Chrystus jest samym centrum mojego życia?”, którą 8 XI wygłosił ks. W. Chrostowski, udostępniamy tutaj. Poniżej dzielimy się nagraniami/tekstami homilii, które wygłosił I. Gargano OSBCam.

zapowiedź sesji >>>

NAGRANIA konferencji >>>

- W PRZYGOTOWANIU -
NAGRANIA I TEKSTY UDOSTĘPNIAMY W MIARĘ MOŻLIWOŚCI

 

---------------------------------------------------------------------

NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
które wygłosił Innocenzo Gargano OSBCam

---------------------------------------------------------------------

 

Nie odrzuca nas, ale mówi: „Dobrze, na takiej skale zbuduję…”
homilia – rocznica poświęcenia Bazyliki Laterańskiej, 9 listopada 2018
Ez 47, 1-2.8-9.12; Ps 46, 2-3.5-6.8-9; J 2, 13-22

Miło was widzieć! Z niektórymi z was spotkałem się także w ubiegłych latach. Nie wiedziałem, że święto rocznicy poświęcenia bazyliki św. Jana na Lateranie należy do świąt obchodzonych w całym Kościele. Myślałem, że jest ono świętem tylko u nas, w Rzymie. Jest dla nas wielką radością stwierdzenie, że także wy celebrujecie rocznicę poświęcenia naszej katedry rzymskiej. To jest długa historia, a wszystko zależy od tego faktu, że św. Piotr przybył do Rzymu i w Rzymie umarł śmiercią męczeńską. Moglibyśmy powiedzieć, że niemal przypadkiem Rzym stał się centrum katolicyzmu. Tymczasem to nie był przypadek, bo Bóg w swej Opatrzności chciał, żeby Piotr dotarł do Rzymu, skąd rozchodzą się wszystkie drogi dochodzące do krańców ziemi. Paweł powie to wprost: „chcę dotrzeć do Rzymu, ponieważ dotrzeć do Rzymu oznacza dotrzeć na krańce świata”. A ponieważ Jezus powiedział: „Będziecie mi świadkami w Jerozolimie, w Judei, w Samarii, … i aż po krańce świata”, Paweł uznał, że sposobem dotarcia na krańce świata może być dotarcie do Rzymu.

Od tego czasu Rzym stał się caput mundi, głową świata. Jest to przejście od definicji, powiedzielibyśmy, politycznej czy pogańskiej do definicji chrześcijańskiej. Ale teraz, co oznacza dla Rzymu być caput mundi, głową świata? To oznacza: móc przypisać sobie te słowa, które Jezus skierował do Piotra. A Jezus powiedział do Piotra: „Ty jesteś Piotr [skała] i na tej skale zbuduję mój Kościół”. Jakim rodzajem skały był Piotr? Egzegeci tłumaczą nam, że Jezus nie użył słowa greckiego, ale użył słowa „Kefas”, które jest słowem aramejskim, a słowo „kefas” w języku aramejskim oznacza kamień porowaty, pełen otworów, który nie ma spójności i chwieje się z jednej strony na drugą. I rzeczywiście, jeśli obserwujemy zachowanie Piotra w całym Nowym Testamencie, zauważamy, że był kimś zupełnie innym niż osobą z jednego kawałka. Był raczej kimś chwiejnym, szedł trochę w jedną stronę, a trochę w inną. Był kimś rwanym namiętnościami. Najpierw mówił: „oddam życie za Ciebie”, a później wobec kogoś, kto go wystawił na próbę, mówił: „nie znam Go”. To jest Piotr, do którego odnosi się Jezus. I muszę powiedzieć, że to jest piękna wiadomość dla nas wszystkich, bo my wszyscy jesteśmy podobni do Piotra jako Kefasa. A jednak Jezus nami nie pogardza, nie odrzuca nas, ale mówi: „dobrze, na takiej skale zbuduję mój Kościół”. Zresztą Jezus mówił do Piotra: „Błogosławiony jesteś Szymonie, synu Jony, bo nie objawiły ci tego ciało i krew, ale Ojciec mój, który jest w niebie, objawił ci prawdę o Mnie”. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że Bóg wybrał nas, w Rzymie, nie dlatego, że Rzym był caput mundi, głową świata, z punktu widzenia politycznego czy innego. Nie, absolutnie nie! Dlatego musimy podchodzić z wielką ostrożnością do tej idealizacji Rzymu.

Może bowiem zdarzyć się Rzymowi to, co zdarzyło się Jerozolimie i świątyni jerozolimskiej w czasach Jezusa. Jezus był bardzo przywiązany do swojej ojczyzny, kochał Jerozolimę i świątynię, lubił patrzyć na piękne rzeczy w świątyni. Ogarnęło Go wielkie wzruszenie, aż zapłakał, gdy pomyślał, co mogłoby się stać się temu miastu i tej świątyni. Wjechał triumfalnie do Jerozolimy, wszedł radośnie domu do Pańskiego, utożsamionego ze świątynią, bo tam chciał oddać cześć Ojcu, a tymczasem, co tam znalazł? Znalazł w świątyni ludzi, którzy sprzedawali woły, baranki, gołębie oraz wymieniających walutę, siedzących za stołami. Pomyślcie o tym szoku, którzy przeżywamy wszyscy, kiedy jedziemy do Jerozolimy albo kiedy jedziemy do Rzymu. Jedziemy tam z wielką pobożnością, z wielką bojaźnią i drżeniem, bo mamy stanąć tam, gdzie chodził Jezus czy gdzie chodzili apostołowie, a później zauważamy, że w tych samych miejscach jest coś zupełnie innego. Łącznie z Rzymem; nie należy o tym zapominać, łącznie z Rzymem. Dzięki Bogu, w Kościele katolickim mamy do czynienia z drogami zaplanowanymi przez Boga, a nie przez ludzi, który to Bóg wybrał na papieża Wojtyłę, by go przyprowadzić do Rzymu, a potem wybrał na papieża Bergoglio, by go przyprowadzić do Rzymu, ale wybrał ich z peryferii, z tak zwanych peryferii świata, a nie z Rzymu. Jeśli więc Kościół pozostaje wierny słowu Pana, dzieje się tak dlatego, że Pan zatroszczył się, żeby Kościół był wierny, a nie dlatego, że Kościół sam z siebie jest wierny.

Są takie sytuacje, kiedy papież, biskup Rzymu, musi wziąć rózgę i bić tych ludzi, którzy wykorzystują Kościół, a nie służą Kościołowi. Przede wszystkim św. Jan Paweł II był bardzo stanowczy i surowy wobec tych, którzy chcieli należeć do Kościoła, nie będąc w dyspozycji, by służyć Kościołowi. Na tej samej linii ustawili się następni papieże, łącznie z papieżem Franciszkiem. Więc, podróż do Rzymu może pociągnąć za sobą wielki szok. I nie jest to byle jaki szok, bo kto sobie to uświadomi i zaangażuje się w oczyszczenie Kościoła, nie może myśleć, że skończy inaczej niż Jezus. Właśnie wokół słowa Jezusa jest zbudowana ta strona Ewangelii, której wysłuchaliśmy. Jezus wchodzi do świątyni, widzi, czym stała się świątynia i wygłasza proroctwo. Jest skierowany do Ojca i mówi: „Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie”. Ci, którzy stali obok, nie rozumieli tego. Jezus nawiązywał do zdania prorockiego, ale odnosił je do siebie. Wypowiadał proroctwo o sobie, o osobie, która zostanie pochłonięta z racji gorliwości o świątynię, o dom Boży. A równocześnie się identyfikował ze świątynią, z domem Bożym. Kto kocha, identyfikuje się z ukochanym czy z ukochaną. „Będą dwoje jednym ciałem”. Jezus utożsamił się ze świątynią, pozwalając, by także Jego ciało zostało znieważone, tak jak znieważona została świątynia. I jak to się dzieje często w Ewangelii Janowej, rozmówcy Jezusa nic nie rozumieją. Ale Jego uczniowie, którzy również niczego nie zrozumieli, kiedy później stanęli wobec tego, co stało się z Jezusem, wyrzuconym z miasta, gdy stanęli wobec Jego ukrzyżowania, wtedy zrozumieli. Co zrozumieli? Zrozumieli wielką miłość Jezusa do świątyni, do świątyni, którą jest Jego ciało i do ludzkości.

Ostatnie zdanie tego tekstu: „Uwierzyli Pismu i słowu, które powiedział Jezus” jest pieczęcią całej tej strony. Pismo było związane z słowami proroctwa, które Jezus wypowiedział: „Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie”, ale także z innymi proroctwami, jak to u Ezechiela, gdzie była mowa o prawej stronie świątyni, skąd miały wypłynąć krew i woda. Mówimy „krew i woda”, by oddać symbolicznie pełnię życia, - chociaż w proroctwie Ezechiela nie ma mowy o krwi, a jedynie o wodzie, ale z prawego boku Jezusa wypłynęły „krew i woda” -; aby ukazać, że Jezus umiłował świat aż do ostatniej kropli krwi, co oznacza: aż do ostatniego tchnienia Jego życia. A to równocześnie oznacza, że pozwalając na to, by wypłynęła ostatnia kropla krwi, pozwolił też, by wypłynęła woda, którą można utożsamić z wodą chrzcielną, z której narodzi się nowa ludzkość. Więc, pamiętać o poświęceniu świątyni, oznacza pamiętać o tym ciele - świątyni Boga, z którego prawego boku objawił, dokąd gotowa jest posunąć się miłość Boga do świata i jak daleko sięga Boży plan odrodzenia świata.

Są też inne odniesienia do tej prawej strony świątyni i prawego boku ukrzyżowanego Jezusa. Jan będzie o tym mówił, kiedy będzie opowiadać o cudownym połowie dokonanym przez Piotra o świcie po zmartwychwstaniu Jezusa. Kiedy razem ze swoimi przyjaciółmi łowił przez całą noc, nic nie złowiwszy, a później, gdy okazał posłuszeństwo Temu, który stojąc na brzegu powiedział mu: „zarzuć sieci po prawej stronie łodzi”, znalazł ryby. Ewangelista mówi, że przyciągnął do brzegu sto pięćdziesiąt trzy wielkie ryby, a jest to liczba na oznaczenie universum, wszystkich narodów ziemi. Wróćmy do Piotra. Piotrowi udało się złowić nie dlatego, że się starał, nie dlatego, że całą noc łowił, ale udało mu się złowić, gdy pobudzony przez umiłowanego ucznia zaufał słowu Jezusa. Jest to obietnica dla nas wszystkich. Nie myślmy, że będziemy bronić, budować, wznosić Kościół naszymi biednymi ludzkimi dziełami. Rozwój Królestwa Bożego zaczyna się od słuchania słowa Jezusa, dlatego właśnie jesteśmy zachęcani, by przez całe życie słuchać Jezusa. Im bardziej będziemy słuchać Jezusa, tym bardziej również z naszego boku wypłynie to objawienie, ten przejaw miłości, który okaże się płodne dla wszystkich. Bo, skoro prawdziwą świątynią Boga, jest Jezus, a kontynuacją tej świątyni jest Kościół, jest też prawdą, że my jesteśmy świątynią Pana. Przypomina nam o tym Paweł w pierwszym liście do Koryntian: „wy dzisiaj jesteście świątynią Boga”. Św. Cyprian z Kartaginy mówił: „Nie biegajcie w poszukiwaniu sanktuariów, bardziej lub mniej pięknych kościołów, tu czy tam! Nie, nie, nie! Zostawcie poganom i Żydom to pragnienie, by pójść i znaleźć to określone miejsce: ‘gdzie’, ‘kiedy’, ‘jak’. Chrześcijanin, po prostu, z racji swojej przynależności do Chrystusa poprzez chrzest, jest świątynią Boga, gdziekolwiek się znajduje”. A więc nasza rzeczywistość osobista – ciało, dusza, duch – jest świątynią, gdzie możemy spotkać Pana… i podejmować dialog z Nim. Dziękuję!

Innocenzo Gargano OSBCam

 

---------------------------------------------------------------------

Polecamy nagrania z Dni Duchowości Biblijnej 2016-2018!

---------------------------------------------------------------------

 

Nie łudźcie się, że potraficie służyć dwom panom!
homilia – sobota 31. tygodnia okresu zwykłego (rok II), 10 listopada 2018
Flp 4, 10-19; Ps 112, 1b-2.5-6.8a.9; Łk 16, 9-15

N

Wydaje się, jakby dzisiejsze czytania oświecały się nawzajem. Pierwsze czytanie to jakby portret zachowania się Pawła wobec bogactw czy ubóstwa. Paweł powiedział nam, że nauczył się być i ubogim, i bogatym, nie przywiązując żadnej wagi ani do bycia ubogim, ani do bycia bogatym, ale ucząc oderwania od jednej i od drugiej sytuacji, bo całą swoją ufność złożył w Bogu, dlatego wnioskuje: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4, 13). Właśnie ta pełna ufność w Bogu prowadzi go do tego, by nie przywiązywać wagi do sytuacji, jakie mogą zaistnieć w jego konkretnym życiu. Dziękuje za dary, jakie przywieźli mu jego przyjaciele i równocześnie podkreśla, że z jednej strony jest zadowolony, ale też mógłby się bez nich obejść. Tym, co go interesuje, jest serce, jakie okazali Pawłowi jego przyjaciele poprzez ten dar. Tak więc temat bogactwa czy ubóstwa jest względny w porównaniu z tym, co stanowi fundament zachowania Pawła, czyli życie w całkowitym zawierzeniu Bogu.

Fragment Ewangelii wg św. Łukasza to rodzaj refleksji, którą czyni sam Jezus, wobec szoku w związku z przypowieścią, którą dopiero co opowiedział. Opowiedział przypowieść o nieuczciwym zarządcy (Łk 16, 1-8), który zanim został całkowicie zwolniony z pracy przez swojego Pana, szuka wszystkich dłużników z czasu swojego zarządu i robi im bardzo wysoką zniżkę, będąc pewnym, że kiedy Pan go zwolni, ci ludzie, którym zrobił zniżkę będą mieć pozytywną relację do niego i ewentualnie będą gotowi przyjąć go do swoich domów. Jezus podsumował: „synowie tego świata są bardziej sprytni i inteligentni w zarządzaniu swoim pieniądzem niż synowie królestwa wobec dobra, które jest im powierzone” (por. Łk 16, 8). Tu zaczyna się refleksja – ta strona, którą słuchaliśmy dzisiaj. „Mówię wam: Starajcie się pozyskać sobie przyjaciół niegodziwą mamoną” (por. Łk 16, 9). Bogactwo może stać się nieuczciwe, bogactwo może być nieuczciwie. Ale nawet tego nieuczciwego bogactwa trzeba używać, aby osiągnąć własne zbawienie. Bo gdy zabraknie tego bogactwa zyskanego w nieuczciwy sposób, żeby był ktoś, kto się nad nami zlituje, na co miał nadzieję ten nieuczciwy zarządca. I tutaj następuje drugie przejście, którego dokonuje Jezus.

„Nie lekceważcie tych rzeczy, które pozornie albo obiektywnie, z punktu widzenia wiary, nie są bardzo ważne”. To są rzeczy nieistotne, ale jeśli jesteście zdolni dobrze korzystać z rzeczy mało istotnych wyćwiczycie się, by potem móc korzystać z rzeczy o dużej wartości. To pierwsza wskazówka praktyczna, którą wszyscy ojcowie duchowi uważali za cenną wychowując do ćwiczenia się w drobnych rzeczach. Bo jeśli przyzwyczaisz się do dobrego wykonywania małych rzeczy, później będziesz zdolny również do robienia wielkich rzeczy. Tym jednak, co jest ważne i jest podkreślone w refleksji Jezusa, jest to, by unikać każdej postaci dwuznaczności. Nie łudźcie się, że potraficie służyć dwom panom: dobremu panu i złemu panu! Dobry pan to ten, który was ukierunkowuje ku życiu, a zły pan to ten, który popycha ku śmierci. Pamiętajcie, że bogactwo przywiązuje do tego świata. A jeśli dojdziesz do ubóstwienia (bałwochwalstwa) bogactwa z powodu tego bogactwa, które należy do Mamony, źle skończysz. Nie myśl więc, że dasz radę być równocześnie po dwóch stronach! Jeśli zdecydowaliście się wybrać i postawić Pana w centrum, nie łudźcie się, że będziecie w stanie postawić w tym samym centrum innego lub innych panów. „Nie możecie służyć Bogu i Mamonie!”. Zatem, to jest pierwsza wskazówka mądrościowa Jezusa: nie da się służyć dwom panom, bo w sposób nieunikniony będziesz kochać jednego, a nienawidzić drugiego, albo na odwrót.

Druga wskazówka mądrościowa, którą daje Jezus ciągle w związku z przypowieścią, którą opowiedział, dotyczy dwuznaczności pokazywania na zewnątrz tego, czego w rzeczywistości nie ma wewnątrz. Bo oczywiście możesz oszukać człowieka, który widzi tylko to, co na zewnątrz, ale nie łudź się, że możesz oszukać Boga, który widzi również to, co wewnątrz. Jezus mówi to wobec niektórych faryzeuszy, którzy byli bardzo przywiązani do pieniądza, a pomimo tego przywiązania do pieniądza udawali, że nie przywiązują do niego wagi. Jezus mówi: „Nie myślcie, że postępujecie dobrze zachowując się w ten sposób! Możecie być uznani za sprawiedliwych przez ludzi, którzy zatrzymują się na pozorach, ale nie będziecie takimi wobec Boga, bo Bóg zna wasze serca”. I wreszcie, ostatnia wskazówka, która często pojawia się w Ewangelii. Pamiętajcie, że kto się wywyższa wobec ludzi, zostaje uniżony wobec Boga. Bądźcie więc gotowi stanąć na ostatnim miejscu, żeby to pan domu był tym, kto zaprosi was do przejścia na pierwsze miejsce!

Jest to więc seria refleksji nad przypowieścią z pierwszą konkluzją, którą wydobył Jezus: Uczcie się także od nieuczciwego zarządcy i używajcie waszych ewentualnych bogactw, które w każdym razie pociągają ku Mamonie, ku bożkowi! Używajcie tych dóbr, by zyskać przyjaciół, którzy przyjmą was w królestwie Bożym. Św. Augustyn wygłosił piękną homilię na temat tego stwierdzenia, podając też konkretne przykłady. Często ten, kto robi wspaniałą karierę, ciągnie za sobą wielu przyjaciół. Ale ten, kto po tak wspaniałej karierze przypadkiem spadnie na dół, traci wszystkich tych przyjaciół, którzy przyczepili się do niego, by iść w górę razem z nim. Stąd zachęta św. Augustyna zaczerpnięta z Ewangelii, która odpowiada też przysłowiu tradycyjnej mądrości: prawdziwy przyjaciel ujawnia się w twojej potrzebie; nie kiedy masz się dobrze, nie kiedy wzrastasz coraz bardziej w bogactwie, ale kiedy czujesz się źle i kiedy schodzisz coraz niżej, na ostatni stopień w społeczeństwie. Jeśli więc ktoś z tych przyjaciół, którzy byli z tobą, kiedy szedłeś w górę, pozostanie obok ciebie, będziesz wiedział, że to jest naprawdę przyjaciel.

Innocenzo Gargano OSBCam

 

---------------------------------------------------------------------

Polecamy nagrania z Dni Duchowości Biblijnej 2013-2015!

---------------------------------------------------------------------

 

„Daję, abyś dał”? Daję nie oczekując niczego w zamian!
homilia – 32. Niedziela Zwykła (rok B), 11 listopada 2018
1 Krl 17, 10-16; Ps 146, 6c-10; Hbr 9, 24-28; Mk 12, 38-44

N

Myślę, że zmęczyliście się ciągłym słuchaniem w tych dniach… W każdym razie cieszę się, że mogę wam pomóc coraz lepiej rozumieć słowo Boże; to daje mi dużo siły. Czytanie dzisiejszej niedzieli są prawdziwym wychowaniem od religii do wiary. Moglibyśmy próbować zrozumieć te teksty wychodząc od wskazówki, jaką daje Jezus, który mówi: „strzeżcie się teologów, którzy lubią chodzić w długich szatach, być pozdrawianymi na placach, mieć pierwsze w synagogach i pierwsze miejsca na ucztach, objadają domy wdów i ostentacyjnie długo się modlą”. Tu mowa o uczonych w Piśmie, a ja użyłem słowa „teolodzy”. Ale to dotyczy nas wszystkich, ponieważ wszyscy jesteśmy kuszeni, by się pokazywać się, pokazywać się, pokazywać się… Wszyscy jesteśmy kuszeni, by otrzymywać zaszczyty, zaszczyty, zaszczyty… A Jezus patrzy na nas i jako że przenika serca wie, że kiedy zaufamy tym wszystkim pozorom, wpadniemy pod sąd Boży, który jest jeszcze bardziej precyzyjny w odniesieniu właśnie do teologów. Bo kto rozumie więcej, ma więcej dać. I nie chodzi o to, by więcej dać po prostu przez głoszenie kazań, ale przede wszystkim przez życie. Dopóki jednak pozostajemy w kręgu tych form religijnych, niestety nie zdołamy wyzwolić się z religii i otworzyć się na wiarę.

W pierwszym czytaniu mogliśmy zauważyć doniosłość religii. Religii więc nie należy wyrzucać. Religia może być bardzo ważna przede wszystkim, gdy jest się zachęconym przez prośbę proroka. Ta biedna wdowa, która doszła już do ostatnich okruchów swoich zapasów, uznała już, że przepadła. Została jej ostatnia odrobina mąki i ostatnia kropla oliwy. Pomyślała: „Zrobię podpłomyk dla siebie i dla syna, a potem umrę”. Ale jest to wdowa o bardzo czystym sercu. To wdowa, która ma jeszcze bardzo dużo ufności wobec człowieka religijnego, wobec człowieka Bożego. I dlatego zachowuje się właśnie jak kobieta religijna, która jest posłuszna człowiekowi Bożemu, spodziewając się nagrody należnej temu, kto usłużył prorokowi. Jeśli usłużycie prorokowi, otrzymacie nagrodę, która przysługuje prorokowi. Jeśli uczynicie dobro osobie sprawiedliwej, otrzymacie nagrodę, jaką potrafi dać osoba sprawiedliwa. Zauważcie wspólny mianownik: „do ut des” (łac.), daję, żebyś dał. Ty dajesz coś prorokowi, a prorok ci się odwzajemni. To było to samo, co mówiono na temat przestrzegania przykazań: „Czcij ojca i matkę, a będziesz miał w nagrodę liczną i długowieczną rodzinę tak, iż będziesz mógł widzieć dzieci swoich dzieci aż do trzeciego i czwartego pokolenia. Ale także tutaj wspólnym mianownikiem jest owo „do ut des” (łac.), daję, żebyś dał. Religia w rzeczywistości jest kontraktem handlowym. Wielu z nas zachowuje się wobec Boga w ramach tej relacji handlowej: „Jestem dobry wobec Ciebie, a Ty masz być dobry wobec mnie. Ja będę przestrzegał wszystkich Twoich praw, ale Ty mi dasz nagrodę na ich przestrzeganie”. To jest to samo, co mogą powiedzieć teolodzy: „My przekazujemy słowo Boże, ale spodziewamy się z waszej strony docenienia, aplauzu, gratulacji”. Jest to bardzo subtelna pokusa, która jednak mieszka we wszystkich istotach ludzkich.

Jezus patrzy na nas, jak patrzył w świątyni na wszystkich tych bogatych, którzy wrzucali swoje bogactwa do skarbony z jałmużną i pysznili się, że dawali bardzo dużo na świątynię Pańską, oczekując na podziw ze strony ludzi. „Widzisz tego bogatego człowieka, jaki jest hojny. Przychodzi do kościoła, bierze sto euro i wrzuca do kasetki dla ubogich. Jaki nadzwyczajny człowiek! Jaki religijny człowiek! Jaki pobożny człowiek!”. Ale czyni to wobec wszystkich. Czyni to w ten sposób, żeby wszyscy go oklaskiwali i żeby powiedzieli: „Jaki on jest dobry, dzielny, religijny!”. I łudzi się, że Bóg postępuje tak samo: „Zobacz, jaki jestem hojny! Jaki jestem hojny wobec ciebie! Proszę cię więc, by dobrze szły moje interesy!”. Pamiętam pewnego proboszcza z Neapolu, który został obudzony o trzeciej godzinie w nocy wielkim hałasem przy swoich drzwiach, hałasem przy dzwonku. Spał, ale ktoś tak bardzo dobijał się do drzwi, że musiał wstać i je otworzyć. U drzwi spotkał grupę członków kamorry, którzy mieli ze sobą wielką świecę, ważącą prawie kwintal, wielką jak paschał i bardzo nalegali, żeby postawić tę świecę przed św. Januarym. O godzinie trzeciej w nocy. Proboszcz pytał: „Dlaczego chcecie postawić i zapalić tę świecę przed św. Januarym?”. „O, żeby ksiądz wiedział! Udało nam się wyładować takie mnóstwo papierosów z przemytu, że wystarczy nam na swobodne życie przez cały rok. Obiecaliśmy św. Januaremu… Św. January wyprosił nam tę łaskę, więc chcemy okazać mu wdzięczność”. To jest religia! Dobrze się zrozumieliśmy?

Jezus obserwuje tych ludzi i obserwuje ich rozbawiony. Jest tym bardziej rozbawiony, im bardziej są to osoby cieszące się jakimś prestiżem, teologowie, egzegeci, bibliści, znane osoby. Jest rozbawiony i mówi nam: „Uważajcie, żebyście się nie zachowywali, jak ci ludzie, natomiast przypatrzcie się tej pięknej wdowie, która stoi w rogu! Wzięła dwa pieniążki, które miała w kieszeni i wrzuciła do skarbony”. Jezus obserwuje wszystkich i mówi: „Ta wdowa wrzuciła do skarbony więcej niż wszyscy inni”. Inni zatrzymali się na religii. Mogli dać to, co otrzymali albo [dali to, co dali, ale] oczekiwali, że w zamian otrzymają to, co dali. Wszyscy dali z tego, co im zbywało i co im obiecywało zarobek. Wspomniani członkowie kamorry z Neapolu zrobili „dobry interes”, skoro przynieśli świecę ważącą kwintal, ale bogactwa, które mogli zdobyć przez swoje łotrostwo, były o wiele większe. I tak wielu bogatych okazuje, jakby dawało wiele na kościół i z hojnością, np. sto euro na tacę, ale mają w banku… bardzo obszerne konto. Nie zrobili więc tak wielkiego gestu, jak by się wydawało. Natomiast ta biedna wdowa, jak mówi Jezus, nie dała z tego, co jej zbywało, ale umieściła w tej skarbonie wszystko to, co miała; wszystko, co miała na życie. Oddała wszystko, pozbyła się dokładnie wszystkiego. Tylko z tej racji, żeby dać! Tylko z radości kochania! Nie oczekując niczego w zamian! Po prostu z radości oddania całej siebie Panu! Mógł to być malutki gest, ale miał znaczenie naprawdę wielkie. To jest „uderzenie w żołądek” dla nas. To daje nam wszystkim, każdemu z nas, wiele do myślenia.

Innocenzo Gargano OSBCam

 

---------------------------------------------------------------------

Polecamy nagrania z Dni Duchowości Biblijnej 2010-2012!

---------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------
* tytuły homilii pochodzą od redakcji;

w tekstach spisanych z nagrania,
zachowano styl języka mówionego;
korzystamy z tłumaczenia D.Piekarz
---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl