O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   









  homilia - uroczystość Objawienia Pańskiego, 6 stycznia 2020 ...


Jak to się stało?
Dali się poprowadzić gwieździe

 

homilia – uroczystość Objawienia Pańskiego, 6 stycznia 2020
Iz 60, 1-6; Ps 72, 1-2.7-8. 10-13; Ef 3, 2-3a.5-6; Mt 2, 1-12

 

Jak to się stało, że mędrcy ze Wschodu znaleźli się w Betlejem? Odpowiedź wydaje się prosta: wyszli ze swoich domów i dali się poprowadzić gwieździe. Wyruszyli w drogę, podobnie jak pasterze, którym ukazał się anioł Pański. Bóg chce się dać poznać, dlatego objawia się nie tylko Żydom, ale również innym narodom. Bóg Ojciec pragnął, aby Jego Syn, który stał się człowiekiem i niedawno urodził się w Betlejem, został poznany i uznany, i adorowany, nie tylko przez Żydów, ale również przez inne narody. Dlatego do tych, którzy byli blisko, do przedstawicieli narodu żydowskiego, do pasterzy, posłał aniołów, natomiast tym, którzy byli daleko, przedstawicielom narodów pogańskich, odpowiednio wcześnie jako przewodnika podarował gwiazdę. Jeśli w Betlejem, przy Dziecinie Jezus, spotykamy pasterzy i mędrców, to dzieje się tak dlatego, że jedni i drudzy słysząc Boże słowo czy widząc znak od Boga, dali się temu słowu czy znakowi poprowadzić. Wyruszyli w drogę. W wierze uznanie, że Bóg istnieje, to za mało. W wierze, nawet uznanie za prawdę tego, co Bóg mówi, to za mało. Istotą wiary jest to, że poznanie Boga i prawda o Bogu rusza mnie z dotychczas zajmowanego miejsca, wyrywa mnie z jakiegoś schematu, wyrywa z tzw. świętego spokoju. Istotne w doświadczeniu wiary jest to, że wyruszam ku Bogu, że zbliżam się do Niego, że daję Mu się pociągnąć.

Tak rozumiana wiara wymaga ciągłego nawracania się. Kiedy chcę się ruszyć z zajmowanego miejsca, szybko orientuję się, czy coś mnie trzyma albo wiąże. Wtedy orientuję się, że mam swoją ludzką wolę, a gdy wola Boga jest inna, jestem zaproszony, by swojej woli powiedzieć „nie”, aby wybrać i wypełnić rozpoznaną wolę Boga. Wtedy szybko orientuję się, że mam swoje myślenie i nie wystarczy wówczas odkryć, że Bóg myśli inaczej, ale trzeba pozwolić, by Boże myślenie stało się moim i żeby to właśnie Boże myślenie, a nie jedynie moje – ludzkie, pobudzało mnie do ruchu. I to jest dla mnie dziś pierwsze przesłanie uroczystości, którą przeżywamy; przesłanie ważne, żebyśmy nie powtórzyli błędu arcykapłanów i uczonych w Piśmie, którzy wprawdzie odkrywają w Piśmie świętym, że Mesjasz ma się narodzić w małym Betlejem, nawet przekazują tę informację mędrcom, ale sami tam nie idą. Może trzeba nam się dziś zmierzyć z konfrontującą diagnozą, którą Jezus postawił kiedyś, przynajmniej niektórym Żydom: „Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo. A przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie” (J 5, 39-40). Cóż mi pomoże intelektualne odkrycie, że Jezus Chrystus jest Życiem, skoro nie przychodzę do Niego, jak do źródła, aby tego życia od Niego zaczerpnąć? Wierzyć, że Bóg istnieje, że posyła aniołów, że stworzył świat, który jest pierwszą księgą objawienia i że objawił się na kartach w Piśmie świętym, które jest drugą księgą objawiania, to za mało. Trzeba pozwolić, by słowo aniołów nas pociągało do Boga, by kontemplacja świata stworzonego, gwiazdy czy jakiegokolwiek stworzenia, przybliżała nas do Stwórcy, by Pismo święte prowadziło nas do spotkania z jedynym Zbawicielem.

Mędrcy ze Wschodu uczą nas, o czym przypomniał niedawno papież Franciszek, że „można wychodzić z bardzo daleka, aby dotrzeć do Chrystusa” (list apostolski Admirabile signum, 9). Punkt wyjścia i punkt dojścia tej drogi, naszej drogi do Chrystusa, mogą być od siebie bardzo odległe. Droga, jaką przebyli mędrcy była długa i wymagająca od nich dużego zaangażowania. Opuścili przecież swój kraj. Nawet jeśli w pewnym momencie w drodze spotkali innych zmierzających „za gwiazdą”, to każdy z nich decyzję podejmował sam i brał pewno pod uwagę jakąś samotność. Mieli przecież przechodzić przez obce kraje, gdzie nikogo nie znali, a może nawet mieli trudność w skomunikowaniu się ze spotkanymi ludźmi. Nadto w drodze spotykali nie tylko ludzi im życzliwych i ich wspierających, ale trafili pewno na obojętnych czy na takich, którzy ich decyzji pójścia za jakąś gwiazdą kompletnie nie rozumieli. Spotkać mogli z pewnością i takich, którzy z ich decyzji szydzili czy ją wyśmiewali. To doświadczenia, które mogą spotkać i nas, gdy zadajemy sobie i próbujemy szukać odpowiedzi na najważniejsze pytania, jak choćby to, jaki sens ma nasze życie. Nie można przecież podróży mędrców ze Wschodu sprowadzić do doświadczenia prostego wędrowania czy poszukiwania nowych doświadczeń. Oni szukali sensu. Szukali tego, co… albo Tego, który nadałby ten sens ich życiu.

W najnowszym „Gościu Niedzielnym” można zobaczyć obraz Josepha Bindera („Trzej Królowie w drodze do Betlejem”, 1846), według którego są różni nie tylko dlatego, że pochodzą z różnych stron świata i mają różny kolor skóry, ale odzwierciedlają trzy okresy życia: jeden z nich jest młody, drugi - w średnim wieku, a trzeci - stary. Każdy z nich i z nas jest zaproszony do wyruszenia ku Bogu, do przekroczenia własnych oporów wewnętrznych, do zmierzenia się z właściwymi sobie i swojemu wiekowi, swojemu stanowi życia i pracy, trudnościami w wierze. Ich i nasza droga to droga wiary, a nie wiedzy, czyli również droga pytań. A nawrócenie jest czasem długą drogą. Przemiana myślenia, a zwłaszcza wprowadzenie w życie postanowień, bywa długim procesem. Obumieranie dla złych przyzwyczajeń i wypracowanie nowych zwyczajów to długa droga. Dlatego dobrze jest dziś w Betlejem, u stóp Jezusa, zobaczyć nie tylko pasterzy, którzy mieli blisko, ale również mędrców, którzy przeszli bardzo długą drogę. Widzimy ich nawracających się. W darach, które składają widzimy jakiś owoc ich zmiany myślenia. Widzimy ich też wciąż gotowych do nawracania się: „Otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się z powrotem do swojego kraju”.

Odkrywam w nich dziś ich podatność do zmiany myślenia. Składając swoje dary kierują się niezwykłą intuicją. Ta intuicja prowadzi ich poza tzw. poprawność polityczną czy dyplomatyczną. Są wolni wewnętrznie i zewnętrznie. Przynoszą Jezusowi w darze złoto, podkreślając Jego królewską godność, choć nie widzą przy Nim dworzan ani armii, a przed chwilą spotkali się z Herodem i byli w Jerozolimie, przerażonej wiadomością o urodzinach nowego króla. Dają się prowadzić intuicji i przynoszą kadzidło. Nie zatrzymują się na tym, co powierzchowne, co zewnętrzne, co widoczne dla oczu, ale oddają Mu pokłon należny Bogu. W leżącym w żłobie Dziecku adorują Boga. Wreszcie, nie są naiwni i „nie fruwają w obłokach”. Mirra, którą przynoszą, jest zapowiedzią cierpienia i śmierci, które Jezus, prawdziwy człowiek, podejmie wypełniając swoją misję.

Ale dziś odkrywam w nich przede wszystkim i ze zdumieniem tę dyspozycyjność do bycia prowadzonym. Bo to wcale nie jest oczywiste, że ujrzeli gwiazdę i poszli za nią; mogli ją ujrzeć i nie ruszyć się z miejsca… Kiedy przygotowywałem tę homilię towarzyszyło mi zdanie, które nasz założyciel zanotował w swoim dzienniku, mając około 30 lat, a w każdym razie jeszcze nie mając święceń kapłańskich (miał przed sobą jeszcze długą drogę). Z książki, która była pomocą w rozmyślaniu, wynotował sobie zdanie: „Za gwiazdę i przewodnika życia muszę sobie wziąć: światło rozumu i światło wiary, inspirację albo oświecenie Ducha Bożego oraz kierownictwo moich przełożonych lub spowiedników” (DD I 44). Listę tych rzeczywistości, przez które Bóg mógłby go czy nas prowadzić, możnaby z pewnością wydłużyć. Ale ograniczmy się do wymienionych cztrech. Idąc przez życie mam korzystać z używać rozumu, który jest darem danym mi przez Boga. Mam korzystać z daru wiary, bo przecież są takie rzeczywistości, które umykają albo przekraczają nasze zmysłowe postrzeganie [rozum i wiara są „jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy” (Jan Paweł II, Fides et ratio, 1]. Mam być uważny na poruszenia od Ducha Bożego, czyli wsłuchać się w głos Boży, który brzmi w moim sumieniu; a żeby go usłyszeć trzeba zatroszczyć się o przestrzeń ciszy. I wreszcie, mam dopuścić i to, że wola Boża może do mnie docierać także z zewnątrz, dzięki pomocy ludzi obok nas, na przykład przełożonych czy spowiedników. Oto proste wskazówki dla nas na naszą wędrówkę wiary.

Prośmy o łaskę wiary, abyśmy dali się prowadzić na spotkanie z Chrystusem. I abyśmy, już nie jak mędrcy - w Betlejem, ale kiedyś twarzą w twarz – w niebie, spotkali Jezusa, naszego Pana, i oddali Mu pokłon!

Piotr Szyrszeń SDS

[homilia wygłoszona w kościele salwatorianów
pw. Boskiego Zbawiciela w Krakowie]

 

zapraszamy na sesję rekolekcyjną
„Opatrzność Boża stworzyła mnie”
[CFD Kraków, 12-14 czerwca 2020]

 

KONTAKT ZGŁOSZENIEPOLITYKA PRYWATNOSCI
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl